[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Była to przyjemna zmiana, więc zgodziłem się.Shanhaevel zachichotał pod nosem.- Chciałeś coś ukraść, on cię złapał i dał szansę uniknięcia lochów wicehrabiego wzamian za przyłączenie się do niego.- Cóż - uśmiechnął się Ahleage - niezupełnie, ale dość blisko.Moja obecność tam zpewnością nie była mile widziana.Shanhaevel przytaknął ze zrozumieniem.- Co z Dragą? - zapytał, wskazując na mężczyznę siedzącego naprzeciwko niego.- Skądon jest?- Nie wiem - odpowiedział Ahleage, wzruszywszy ramionami.- Nie mówi wiele, ale lubisię pośmiać i diabelnie dobrze strzela z tego łuku - dokończył wystarczająco głośno, żebyDraga to usłyszał.Aucznik wzniósł oczy do nieba i uśmiechnął się, a następnie zagrał krótką melodyjkę.Brzmiała jeszcze fałszywie, ale Shanhaevel słyszał, że dzwięk poprawia się w miaręposuwania się pracy.- Tak, rzeczywiście - odparł elf, śmiejąc się.- A co z tobą? - spytał Ahleage, patrząc prosto na elfa.- Skąd jesteś? I co do diaska miałna myśli Elmo, kiedy nazwał cię szczenięciem lasu cieni.Shanhaevel rozsiadł się wygodniej.- Kiedy Burne poprosił Lanithaine'a o pomoc, wydawało się oczywiste, że ja teżprzybędę.Gdy Lanithaine umierał - z trudem opanował wzburzenie ogarniające go wraz zewspomnieniem tamtego wydarzenia, które dokonało się zaledwie parę krótkich nocy temu -wymógł na mnie przyrzeczenie, że pojadę bez niego.- Więc Burne chciał, żeby ktoś pokręcił się w okolicach ruin starego fortu i ty po prostusię zgodziłeś? - Ahleage spoglądał sceptycznie.- Cóż, kiedy się zgadzałem, nie wiedziałem dokładnie, jak ma wyglądać zadanie, alezasadniczo: tak.To coś, co musiałem zrobić dla Lanithaine'a.A to właśnie oznacza mojeimię.- Co?- Moje pełne imię to Shantirel Galaerivel - elf spojrzał na niego.- Szczenię zrodzone wLesie Cieni to najwierniejsze tłumaczenie, ale ja wolę dziecię niż szczenię. Shanhaevel to skrócona forma, która oznacza Dziecię Cienia.- Dziecię Cienia? - powtórzył Ahleage spoglądając na Shanhaevela.- Dlaczego rodzicecię tak nazwali?Shanhaevel uśmiechnął się, patrząc, jak Ahleage sięga po bukłak, by ponownie napełnićkubek winem.- Właściwie zostałem osierocony.Płaczącego znalazł mnie drwal na polowaniu.Niespecjalnie lubił dzieci, i działo się to głęboko w ponurej części Uwiędłego Lasu, więcnadał mi to nieprzyjemne imię w języku elfów.- Więc nie znasz swoich rodziców? Nie odnaleziono ich?- Mieszkali z dala od osiedli - pokręcił głową elf.- Zostali zabici przez ettercapy, ludzipająki, którzy zamieszkują najmroczniejszą część lasów.Nikt nie jest właściwie pewien, jakudało mi się przetrwać.W każdym bądz razie - ciągnął - moja ciotka Soli - nie jest naprawdęmoją ciotką, ale tak o niej myślę - jest starszą rady w miejscu, gdzie się wychowywałem.Ciotka Solianturel skróciła moje imię do Shanhaevel.Dziecię Cienia.- Więc dlatego nazywasz się Shanhaevelem - powiedział Ahleage.- Potomek Cieniapodoba mi się bardziej.Naprawdę, to właśnie oznacza twe imię.Zrezygnowany Shanhaevel pokręcił głową.- Niech będzie to cokolwiek, co ci się podoba.Shanhaevel obrócił się, by spojrzeć wnocne niebo.Rzucił spojrzenie w kierunku Shirral, śpiącej po drugiej stronie dogasającegoogniska, owiniętej w grubą pelerynę.- Wiesz, ona lubi cię bardziej, niż to okazuje - powiedział Ahleage.- Zbyt łatwo siępoddajesz.- Co? O czym ty mówisz? - Shanhaevel prawie udławił się winem.- Nie jestem głupi i pozostali też nie.Wszyscy wiedzą, co do niej czujesz.Uwierz mi,mogę to dojrzeć w twoich oczach, gdy się na nią patrzysz i w jej oczach też.Jest po prostuuparta, to wszystko.Shanhaevel przechylił głowę na bok, przyglądając się Ahleage i zastanawiając nad jegosłowami.- Jasno dała mi do zrozumienia, że powinienem odjechać.- To jest to, co powiedziała - Ahleage parsknął szyderczo.- Ale nie to, co myślała.Shanhaevel pokręcił głową, ale zdał sobie sprawę, że nagle z powrotem myśli ootwierających się przed nim możliwościach.11Kroki Hedracka rozbrzmiewały cicho i odbijały się echem po komnatach, gdy najwyższykapłan Iuza śpieszył do prywatnej kaplicy za drgającą fioletową kotarą.Minąwszy podium ipomieszczenie z trzema ołtarzami, Hedrack opadł na kolana i, wziąwszy głęboki oddech,zaczął się modlić, lekko zmarszczywszy brwi w poszukiwaniu właściwych słów.Nie minęłowiele czasu, gdy kapłan poczuł obecność bóstwa w swojej głowie.- Mój Panie Iuzie - powiedział Hedrack niskim głosem.- Jestem Twoimi Ustami.Ogłaszam twe życzenia światu, który sczeznie pod twymi stopami.Wyczuwam twój niepokój, sługo
[ Pobierz całość w formacie PDF ]